15:54:42 2009-11-18
*przenoszę swoje przypalone krytyką 'poczucie ego' na .com, bo tak jest bardziej pr0.
(pusty śmiech)
skomentuj (1)
22:52:33 2009-11-15
i caught your radio waves'brazylijski serial już nie cieszy, jak kiedyś', dość mam głupawych plotek. zamykam kram, wrzucam aparat do torby i łapię codzienność, bez zbędnych słów i opisywania tego, co niewypowiedziane i tak. rzeczywistość przestała mi pasować do wszystkich rameczek ze słów, jakie miałam. zostaje kadr 4x6 i rozwijanie patrzenia i widzenia, bo między tymi dwoma nie ma znaku równości.
ahoj, poniedziałku.
skomentuj (1)
14:22:33 2009-11-13
hartowane szkłowczoraj kilka godzin w ciemni fotograficznej w szkole. po zajęciach, sam na sam z własnymi zaległościami. miłe słowa pana F, poczucie, że nareszcie wychodzi to, do czego potrzeba cierpliwości i dokładności. powoli opanowuję magię analogowej fotografii kolorowej. bez wszystkich, którzy próbują zawsze pomóc, a tymczasem sprawiają, że nic nie robię samodzielnie. kolejny przykład na to, że pomoc osób trzecich w niektórych przypadkach tylko pogarsza wyniki. w momencie, w którym jestem zdana tylko na siebie, wszystko przychodzi mi zdecydowanie łatwiej. cisza, ciemność i czary za pomocą filtrów w powiększalniku i czasu naświetlania. dłonie w zimnej wodzie przy płukaniu odbitek. niesamowite jest obcowanie z fotografią sam na sam. w końcu wyjście ze szkoły o 19, pusta, błyszcząca od deszczu ul. Spokojna... spokojnie, dobrze. kocham tę szkołę, ale zaczynam rozumieć to najbardziej, gdy nie ma codziennego harmidru, zaplątania i gonitwy pomiędzy dzwonkami. to zupełnie jak z uczuciem do człowieka, rozkwita w ciszy i spokoju, gdy nic nie zakłóca przepływu myśli. żadne słowa tego nie oddadzą. znów wracam do tego, że coraz mniej są mi potrzebne wielkie teorie wypowiadane kiedys za często. zbyt patetyczne. za dużo słów, za mało działania. teraz zmieniają się bieguny. koniec świata? początek.
słońce wyszło po raz pierwszy od długiego czasu. odsłaniam żaluzje, by jak najwięcej tego ciepłego światła łapać, jakby pokarmem miało być, energią. choroba znów. wygrzewam słońcem, kołdrą i herbatą z amolem. w tym cieple dojrzewa we mnie przekonanie, że jest mi dobrze. nam.
dzisiaj kolejny powód do ploteczek, z powodu mojej nieobecności na imprezie, którą robi R. z pewnością się między nami nie układa! a nawet, jeśli, to korzystając z mojej nieobecności można namącić. pozdrawiam serdecznie wszytskich plotkarzy i intrygantów, którzy, pomimo mojej rzekomej żałosności i niedojrzałości zadają sobie trud wchodzenia na tego bloga i komentowania. z francuskich adresów IP, nie wiem, czy celowo, acz sprytnie. podziwiam.
coraz mniej obchodzi mnie 'piekiełko', jakie tworzą plotkarze maści wszelakiej. nie rozumiem takiego zachowania, nie znoszę. a paradoksalnie znoszę z coraz większą łatwością.
(staję się szklarnią z pancernymi szybami)
fotoblog i portfolio szykują się, jednak będą później, niż myślałam. ostatnio nie lubię wystawiać na światło dzienne niedopracowanych przedsięwzięć.
skomentuj (3)
23:25:04 2009-11-09
in the white
zaczynam fotoblogowanie, na razie skromnie, dokąd nie zmienię layout'u.
bawię się obiektywem 50mm i tonę w kwiatach, niedługo zabraknie mi wazonów.
i nie tylko o kwiaty tu chodzi.
tonę w słowach. dziesięć róż: sześć liter. spacja. trzy litery.
j a t e ż.
* wieczór z nową płytą closterkeller i dynastią jagiellonów, bez zawiści i ponad intrygami. wystarczająco dużo nerwów bylo minionej, niewyspanej nocy. za powtórkę podziękuję.
skomentuj (3)
00:40:28 2009-11-09
just wipe your own ass and shut your mouthnienawidzę ludzi, którzy wtrącaja się w nie swoje sprawy. nienawidzę plotek, zawiści i tego paranoidalnego poczucia, że wszyscy doszukują się okazji do dziobnięcia, gdy tylko odsłonię jakąś słabość.
chcę uciec gdzieś daleko z Tobą za rękę, zamknąć drzwi i nie mówić już nic.
skomentuj (3)
11:04:06 2009-11-07
self-sufficience, pleasenie podoba mi się mój chaos. zamiast autoironii jest żal i auto-bus, spóźniony. staram się wszystko ułożyć, a tymczasem zostaje to na poziomie cholernych słów i kilku, słodkich ponoć, łez.
noc przedziwna i rozerwanie. powielić chciałabym się, rozdzielić między wszystko, co próbuję pogodzić.
od wczoraj mam nowy aparat, ś w i e ż e pomysły i nieco inne podejście. jutro pierwsza sesja w tej nowej, lepszej odsłonie fotografii w moim wykonaniu. za bardzo wybiegłam do przodu z planowaniem, z teorią, a powinnam skupić się na tym, co jest tu i teraz. na szkole, na zdjęciach, na robieniu czegoś, a nie tylko planowaniu, co robić zamierzam.
konkret.
coraz mniej mam ochotę opowiadać o tym, co dzieje się w serduszku, bo czuję, jak bardzo jest to ważne i tylko nasze. skarb, który chcę chronić, a nie wystawiać na widok publiczny. zwłaszcza, że 'dobre rady' osób trzecich są tu zupełnie niepotrzebne. R. uczy mnie patrzeć krytycznie na siebie i wyciągać wnioski. pokora i dystans. czasem potrzebuję potrząśnięcia za ramionka i przytrzymania mocniej, by zatrzymać się na chwilę i uspokoić emocje.
uczuciowa h i p e r w e n t y l a c j a .
i'm driving my car too fast with ecstatic music on
violently happy i'm getting too drunk
i'm daring people to jump off roofs with me.
only you can calm me down, i'm aiming too high
soothe me
björk - violently happy
skomentuj (0)
23:07:27 2009-11-05
7.7. słownie siedem. siedem czerwonych, pięknych róż. deszcz i dreszcz, magia cudowna.
bo jesteś i chcesz być. bądź i nie mówmy nic. słowa wydają się zbyt banalne. kiedyś używałam zbyt wielu słów, niepotrzebnie. najważniejszym okazuje się być to, co niewypowiedziane.
skomentuj (0)
23:41:20 2009-11-02
*najdłużej parzona herbata świata. dziękuję. dwukropek i gwiazdka.
konfrontacyjka za to przyniosła sporo śmiechu, nie boli nic już. ciepło mi i przytulnie, spokojnie. 'lepiej mi bez was'. lepiej, o wiele. uśmiech do swoich myśli i chęć przedłużenia doby o co najmniej połowę.
skomentuj (0)
01:23:42 2009-11-02
słowa mają siłęsłowa, słowa, słowa. niektóre próbują zniszczyć, a inne sprawiają, że czuję niesamowite ciepło. słowa na dobrą noc, piękne. otulam się nimi i pragnę zasypiać tak, bezpieczna. chyba uzależniam się od charakteru i dotyku. od całości i każdej części z osobna, od osoby. to zabawne, jak bardzo ważny i bliski może być drugi człowiek, podczas, gdy inny jest najeżony, daleki i tak obrzydliwie denerwujący i odrzucający zarówno osobowością, jak samym widokiem. smutnych słów i obelg dużo, pustych i żałosnych. już nawet nie bolą, a irytują jak natrętna mucha. wyrzucam drzwiami, wraca oknem. ale przecież nie przestanę otwierać okna i wietrzyć tego metafotycznego pokoju, tylko dlatego, że takie małe stworzenie i kilka jemu podobnych wlatuje i śmiesznie pobzykuje. muzyka nieco głośniej i po problemie.
jutro mała konfrontacja? bardzo chętnie. jedna, wcześniej zapowiadana i nakręcana, okazała sie być bardziej nagłośniona, niż co warte. kilka 'mocniejszych' słów? od wielu lat słyszę często o wiele bardziej bolesne obelgi od osoby bliższej, niż w większości obojętni mi już ludzie ze szkoły. po zerwaniu kilku toksycznych znajomości czuję się jak po odcięciu chorej kończyny. z tą tylko różnicą, że odcięte członki raczej nie zaczynają nagle gryźć, co w tym przypadku się zdarzyło. mechanizm sekty - odeszłaś, więc Cię zniszczymy. zmieniłam się, podziękowałam za pewne kontakty, więc muszę liczyć się z 'nienawiścią'. szkoda, że tak niskich lotów. owszem, w niektórych zarzutach 'oni' mają rację. ale potrafię już przyznać się i przeprosić, co robię i z czego się cieszę. pokora to bardzo dobra rzecz, prawie tak dobra, jak porzeczkowy coldrex, którym rozwalam sobie wnętrzności, by nie rozwalić tygodnia chorowaniem.
wcześniej trochę mnie to ruszało. był płacz, tłumaczenia.... teraz prawie całkiem to ignoruję. nie mam czasu na nerwy. za dużo życia już na to zmarnowałam.
po raz pierwszy od dawna niecierpliwie wyczekuję poniedziałku. ambitny plan na ten tydzień szkolny: nie opuścić ani jednej godziny i nie zaliczyć żadnego spóźnienia. małe zadania potrafią cholernie cieszyć, gdy się je wypełni.
ready, steady, go!
skomentuj (0)
06:52:51 2009-10-31
na krawędzi dnia, na krawędzi snuświatła, muzyka i ciało rzucane tym wszystkim, jak odurzone. bezpieczny odlot, bo zmysły pobudzone muzyką i kontaktem z ludźmi... mniej, lub bardziej ważnymi. nie bawię się już w miłość do całego świata. i ta cząstka osób (naj)bliższych wystarcza mi w zupełności.
szaleństwo dodaje sił, zmienia w płomień
kocham tańczyć. cała noc minęła jak w mgnieniu oka, jak zwykle. chłodny poranek tramwajowo-autobusowy i nic nie znaczący ból stóp i senność. ciepły prysznic, kawa, uśmiech na twarzy i tylko jedna mała tęsknota.
ktoś stwierdził w rozmowie, że jestem idealistką, że zbyt wiele analizuję i za bardzo się martwię. bardzo możliwe.
zastanawiam się, po co to wszystko piszę. chyba po to, żeby monitorować swoje działania publicznie, by nie robic już głupot. żadne się nie zapowiadają.
skomentuj (1)
20:06:08 2009-10-29
jesus died in las vegas and here the lights have the taste of his blood pain and regret.kocham jeździć autobusem po zmroku.
na kolanko będzie operacja, więc spinanie się w szkole do pracy jest jeszcze bardziej potrzebne, niż dla samej zasady. przeraża mnie perspektywa długiego czasu bez szkoły, bez chodzenia, bez imprez i tańca. przeraża mnie to, jak bardzo człowiekowi są potrzebne nogi i jak bardzo jestem uzależniona od bycia sprawną fizycznie.
coraz bliżej do pisania wierszy znów. brakuje mi tego i czuję, jakbym oberwała sobie od skrzydeł kilka lotek. inspiruje mnie ciepło, przyspieszone bicie serca od kilku dni. wyraźniejsze widzenie, wrażliwsze zmysły. i tak bardzo chcę to chronić przed sępami, przed wszystkimi, którzy wtrącić sie próbują, nawet w dobrej wierze. to zbyt ważne, zbyt drogie dla mnie. 'zamknij mnie w dłoni złotej klatce (...)', pisałam kiedyś. teraz zaczynam rozumieć. a blog niedługo będzie fotoblogiem, bo coraz częściej wolę przedstawić coś obrazem, niż pisać sprawozdania i dawać świecić sobie monitorem po twarzy cyber-światu, jak na radzieckim przesłuchaniu.
wampirza stylizacja na dzień i noc jutrzejszą zaraz nabierze konkretnego kształtu, a siły mnóstwo do obróbki zaległych zdjęć zaowocuje z pewnością. więcej sesji za tydzień, dwa, bo nowy sprzęt w stanie realizacji zamówienia. zauważam u siebie zdrowy materializm i zaczynam lubić techniczne zagadnienia.
tworzyć chcę!
i nie chcę spieprzyć, niczego.
skomentuj (0)
21:48:35 2009-10-28
big time sensuality
skomentuj (1)
00:03:49 2009-10-26
wróciłamzabrakło mi pisania. ale nie wywalania flaczków, a pisania dla uwalniania myśli, rozbijających się pod kopułą kruczowłosej głowy. obserwacji i odrobiny uczuć, zawoalowanych i zakodowanych, by bezpieczne były od bolesnej zawiści i czepialstwa, prostackich zagrywek.
tyle się dzieje, że ciężko zrelacjonować choćby kilka ostatnich dni. tyle myśli, słów, reakcji zmysłów i umysłu, kontrolowanych bardziej, lub mniej. to jak kolorowe liście rozrzucone na wietrze, małe tornado, które w końcu się uspokaja, a ja muszę w tymi liśmi wylądować na ziemi, ale z gracją, mimo wysokich obcasów. ląduję. trzeba wziąć sie nareszcie za szkołę, bo postanowienie systematycznej pracy od początku roku jak zwykle wzięło w łeb.
zmienia mi się system wartości, tryb myślenia, sposób postrzegania świata. na lepsze? mniej idealistyczne - to na pewno. to trochę jak kawa. smaczne i dodające siły, przyspieszające serce i rozbudzające, ale nieodłączna jest odrobina goryczy w tym smaku i zły wpływ na organizm. jakiś stopień uzależnienia też jest nieunikniony. brnę jednak w to, kazdego kolejnego poranka o smaku kawy. co mam do stracenia?
za mało czasu dla najbliższych. może i taka kolej rzeczy, że zmieniając środowisko, tracę część ludzi z 'poprzedniego'. najważniejsze relacje chcę zachować, ale nie wiem, na ile mi sie to uda. nam, bo to nie tylko ja mam się starać.
o ile duszę potrafię leczyć sama, w większości sytuacji, tak ciało musi leczyć lekarz, więc we wtorek wizyta u ortopedy z wypadniętym w wakacje kolanem, które ostatnio o sobie przypomina. przeraża mnie łatwość uszkodzenia ludzkiego ciała.
dzisiejszą noc spędzę z j. niemieckim i matematyką, po raz kolejny obiecując sobie, że ostatni raz tak zaniedbałam naukę w weekend. po raz kolejny oszukując się.
mam ochotę przywalić z całej siły pracą w szkole, zaskoczyć i pokonać wszelkie blokady, które mnie ograniczają. żyć normalnie, a nie snuć się i odkładać wszystko na jutro. przecież nie ma 'jutra'. codziennie patrzymy na zegarek i jest 'dziś'. nie chcę już marnować żadnego dnia.
czegoś chcę coraz bardziej, pomimo, że kiedyś nie chciałabym za nic w świecie. i jakoś nie jest mi z tym źle, wręcz przeciwnie.
i tylko kilka myśli rozczochranych i pogniecionych, chichoczących gdzieś w kącie umysłu. rzucam im kawałek czekolady i wracam do prozaicznych zajęć. przynajmniej na jakiś czas.
skomentuj (1)